Ostatni raz sprawdziłam czy drzwi kawiarni są dokładnie zamknięte. Wrzuciłam klucz do torby i ruszyłam w stronę przystanku. Podczas drogi dzielącej mnie do przystanku autobusowego wyjęłam słuchawki założyłam je i włączyłam muzykę.
Relaks.
Tego potrzebowałam po całym dniu pracy w kawiarni babci.
Kawiarnia to było całe życie babci. Spędzała tam całe dnie i wieczory. Musiała zrezygnować przez jej stan zdrowotny, więc biznes pozostał mi. Teraz ja zajmuje się całym interesem.
Zatrzymałam się na przystanku. Wyjęłam bilet z portfela po czym skierowałam się w stronę pojazdu. Wsiadłam do środka. Wsunęłam bilet do kasownika po czym usiadłam. Oparłam głowę o szybę.
Poczułam na sobie czyiś wzrok. Rozglądnęłam się. Autobus był pusty z wyjątkiem starego małżeństwa, którzy wykłócali się o to, jak potoczą się losy wojenne. I mężczyzny w czarnej bluzie na końcu autobusu. To on wlepił we mnie wzrok.
Postanowiłam go olać i zrelaksować. Po chwili bus zatrzymał się. Podniosłam się z miejsca i wyszłam z pojazdu.
Tajemnicza postać wyszła za mną. Skierowałam się w stronę domu. Starałam się nie wyrażać tego jak bardzo się boje. Odwróciłam się. Sylwetka mężczyzny była dobrze zbudowana. Tyle zapamiętałam, bo odwróciłam się na ułamek sekundy. Dotarłam pod dom. Weszłam do środka. Spojrzałam na zewnątrz przez małe okienko w drzwiach. Postać stała z rękami w kieszeni naprzeciw bramki.
- Rosie ? - usłyszałam głos babci. - Musimy porozmawiać. -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz