- Tak babciu? - zapytałam zrzucając torbę z ramienia. Skierowałam się do kuchni, gdzie siedziała babcia. Dziergała sweterek.
- Usiądź kochanie. - powiedziała, odkładając szydełko.
- Coś nie tak? - wykonałam jej polecenie. Chwyciła mnie za rękę i delikatnie pogłaskała.
- Posłuchaj ... Zaistniała pewna sytuacja przed śmiercią twoich rodziców. - spojrzała na mnie. - Kazali mi powiedzieć ci to, kiedy będziesz miała 18 lat. Nie wytrzymam dłużej, więc powiem ci teraz. Rosie, masz siostrę. - moje powieki napełniły się łzami.
- Słucham? Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? -
- Nie byłaś na to gotowa. - puściłam jej dłoń. Pokiwałam głową, zagryzając dolną wargę.
- Wybacz, ale muszę to przemyśleć. - wstałam. Ruszyłam w stronę pokoju. Położyłam się na łóżku. Wlepiłam wzrok w sufit.
Mam siostrę? Dlaczego nie powiedziała mi wcześniej? Ile ma lat? Co się z nią teraz dzieje i gdzie mieszka? Czemu nie usiłuje nawiązać ze mną kontaktu?
Próbowałam ułożyć wszystko w logiczną całość.
Rodzice zginęli kiedy miałam 4 lata. Mogła się wtedy urodzić ale kto się nią zajął jeśli nie babcia? Z nikim innym w naszej rodzinie nie mamy kontaktu. Równie dobrze może być starsza. Może teraz pracować i mieć własną rodzinę. Ale jeśli jest starsza to dlaczego nie chce mieć ze mną kontaktu? Skoro jest starsza to miała sporo czasu żeby wiedzieć o moim istnieniu. Wiele razy przeglądałam albumy ze zdjeciami żeby przypomnieć sobie rodziców. Byłam na takim etapie że zostały mi prześwity w pamięci, kiedy spędzaliśmy razem czas. Na pewno pamietałabym o siostrze. Musiałaby być na jakimś zdjęciu. Dlaczego jej nie poznałam? Dlaczego teraz wiem że istnieje? Kto się nią zajmował? Czemu nie moi rodzice?
Jestem wyczerpana żeby dzisiaj o tym myśleć. Porozmawiam jutro o niej z babcią. Zdjęłam buty. Położyłam się i otuliłam kołdrą zaciskając powieki.
*RANO*
Obudziły mnie promienie słońca, które drażniły moją twarz. Przetarłam oczy. Stanęłam przed wielkim lustrem. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Rozmazany makijaż. Potargane włosy.
Udałam się do łazienki, po drodze sprawdzając czy babcia nadal śpi. Siedziała na łóżku, trzymając w dłoni różaniec. Jest strasznie wierząca.
Zmyłam resztki makijażu. Opłukałam twarz i osuszyłam ją ręcznikiem.
Skierowałam się do pokoju babci.
- Babciu? - otwarłam szerzej drzwi. Podeszłam do starszej kobiety, która nadal kontynuowała swoją poprzednią czynność. - Możemy porozmawiać? -
- Tak. -
- Opowiedz mi o niej ... -
- Nie poznałam jej. Twoja matka urodziła ją dwa lata przed tobą. Wyjechała z nią do Indii. Wróciła bez niej. Nie wiem co się z nią obecnie dzieje. Wiem że ma na imię Crystal. Ma 20 lat. Twoja matka kazała Ci przekazać tą informacje teraz, żebyś mogła zacząć ją szukać.-
- Mam ją znaleźć? Jak? Nie mam żadnych informacji. Dlaczego ona jej nie szukała?-
- Musisz ją znaleźć. Prosiła o to. -
- W tym wieku ona może być wszędzie. Gdzie mam zacząć? Mam jeździć po całym świecie? Ja też mam naukę. - oburzyłam się. Mam znaleźć moją starszą siostrę bo moja zmarła mama sobie tego życzy? Nie zrobię tego. Mam 18 lat. Nie wiem gdzie zacząć. Jestem sama. Mam przyjaciół ale nie poproszę ich o to.
- Nie wiem. Wymyślisz coś. Wierzę w ciebie. Masz cudownych przyjaciół pomogą Ci. -
- Nie poproszę ich o to. - wstałam i wyszłam z pokoju. Usiadłam na krześle w moim pokoju. Chwyciłam mojego Iphone'a. Wybrałam numer do Emily.
- Kobieto czy ty oszalałaś? Jest środek nocy! - wrzasnęła.
- Emily... Jest 11. -
- Dla mnie to środek nocy. Słucham, czego tym razem potrzebujesz? -
- Zbierz wszystkich. Za pół godziny pod kawiarnią. -
- Stało się coś? -
- Nie. Już macie zaplanowane wakacje. Widzimy się za pół godziny. - wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
Założyłam czarne RosheRun'y, czarne wąskie "rurki" i luźną bordową bluzę. Włożyłam telefon do kieszeni.
Nałożyłam podkład. Rzęsy pokryłam czarnym tuszem. Spięłam włosy w niedbały kucyk.
- Wychodzę. - jak powiedziałam tak zrobiłam. Wyszłam na zewnątrz i wolnym krokiem skierowałam się pod miejscową kawiarnię. Malutka kawiarenka na rogu ulicy nie była jakimś luksusem. Nie powiem, kawy są tutaj pyszne. Tylko takie pospolite. Takie jakie zrobi ci ciocia kiedy przyjdziesz do niej w odwiedziny. Tylko jeden rodzaj kawy i kilka ciast domowych.
Cała ekipa siedziała na stolikach na zewnątrz. Ekipa czyli Emily, Cindy, Caroline, Jack i Michael.
- He... -
- No mów! - Cindy nie dała mi dokończyć.
- Mam do was prośbę. - usiadłam na wolnym miejscu między Emily i Michael'em. Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco. - Wyjedziecie ze mną na całe wakacje w podróż po całym świecie w poszukiwaniu siostry? -
- Stop! - przerwał Jack. - Masz siostrę? Też taka ładna jak ty? - nie wspominałam chyba ale Jack się we mnie zakochał. Bez wzajemności. Niestety.
- Nie znam jej. Moja mama kazała przekazać mi to przez babcie. Żebym w tym wieku mogła zacząć ją szukać. - wytłumaczyłam. Wszyscy pokiwali głowami. - Teraz potrzebuje towarzystwa w tej całej podróży, które mi pomoże i wesprze. - dodałam, kiedy żadne z nich nie wyraziło jakiejkolwiek reakcji.
- Wchodzę w to. Wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć. - powiedziała Caroline. Posłałam jej szeroki uśmiech i spojrzałam na resztę, która była pogrążona zastanowieniem się nad tym.
- Wybacz, ale myślę że do się nie uda. - westchnął Michael. - To wakacji zostały tylko dwa tygodnie. Nie mamy kasy a ni żadnego planu. Nie wiemy od czego zacząć. Zero informacji. Nic. - zaczęły się monologi i mądre przemyślenia Michael'a, który był najmądrzejszy i najrozsądniejszy z nas wszystkich.
- Uda się! - zaprzeczyłam. - Trochę mało czasu ale damy radę. Załatwimy sobie pracę na ten krótki czas. Zarobimy chociaż połowę wypłaty, ale to już coś. Dorzucimy nasze oszczędności. Nie chce od was wiele wymagać. Dam najwięcej pieniędzy z nas wszystkich. To będzie niesamowita przygoda dla nas wszystkich! Przeżyjemy coś cudownego! Nie marzycie o takiej wolności? O plan się nie martwmy. Spotkajmy się dzisiaj u mnie. Porozmawiamy z babcią. Znajdziemy u mnie jakieś zdjęcia czy coś w tym stylu. Ułożymy wszystko. Od czego zaczniemy i na czym skończymy. Rozłożymy wszystko dokładnie co do godziny. Proszę was, to dla mnie ważne. Zrobiłabym dla was wszystkich to samo. - wytłumaczyłam.
- Okay. Spotkamy się dzisiaj i każdy na pewniaka powie czy jedzie czy nie. Tylko jeśli dzisiaj się zgodzimy, nie ma odwrotu. - odpowiedział Michael. W tym momencie poczułam że wszystko się uda. Uśmiechnęłam się do nich wszystkich.
- Emily, co sądzisz? - zapytałam.
- Wiesz że kocham wszystko co szalone i nie do końca zaplanowane. Spontaniczność to coś wspaniałego! Uda nam się jeśli na prawde będziemy tego chcieć. Spójrzmy na to inaczej. Będziemy się zajebiście bawić i pomagać Rosie. Zabawa i pożyteczność w jednym. Jaki problem? -
- Pojadę tam jeśli obiecacie że w każdym miejscu będziemy robić szalone rzeczy. Zjaramy się, upijemy zabawimy. I pomożemy Rosie. Ale zabawa jest pierwszorzędna. - dodała Cindy.
- Dzisiaj u mnie o 15. - zaznaczyłam. Wszyscy przytaknęli. Wstali z miejsc, pożegnali sie ze mną i wyszli. Każdy w swoją stronę.
Wstałam i udałam się do lokalu.
- Proszę dwie kawy. - powiedziałam z uśmiechem do kobiety stojącej za ladą. Kojarzę tą panią z ulicy. Ma około 55 lat i wszystkim pomaga. Posprząta, ugotuje. Nawet kiedyś jak byłam mała się mną opiekowała.
Właśnie! Jak byłam mała! Może coś wie o ... Jak o ona miała na imię? ... O Crystal... No tak.
Kobieta wróciła z dwoma kubkami na wynos świeżej pachnącej kawy.
- Proszę. 10 złotych. - wyciągnęła pulchną dłoń. Położyłam na niej banknot. Na nadgarstku miała wytatuowaną datę.
"15.03.1998 - NA ZAWSZE POZOSTANIESZ W MOJEJ PAMIĘCI KRYSZTAŁKU"
I pod tym mały diamencik.Tak wyglądał jej tatuaż.
- Przepraszam... Mogłybyśmy porozmawiać na zewnątrz? -
- W jakiej sprawie? - zmarszczyła brwi.
- Proszę, to bardzo ważne. -
- Dobrze. - wytarła ręce w fartuch po czym go ściągnęła i rzuciła na ladę. Machnęła do kogoś żeby zajął się kasą i ruszyła za mną. Usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku. Kobieta zajęła miejsce naprzeciw mnie, podparła się na łokciach i spojrzała na mnie wyczekująco. - Słucham? -
- Nie wiem od czego mam zacząć... -
- Najlepiej od początku. -
- Pamięta pani jak byłam mała i się pani mną opiekowała? - zmarszczyła brwi. - Rosie Waters. -
- No tak, pamiętam. Byłaś uroczym dzieckiem. - oznajmiła, splatając dłonie.
- To trochę dziwnie zabrzmi, ale... Miałam siostrę? - kobieta ponownie zmarszczyła brwi.
- Nie przypominam sobie. - wyjąkała. Coś za bardzo plótł się jej język.
- Proszę powiedzieć mi prawdę. Mama prosiła przed śmiercią żebym ją znalazła kiedy osiągnę pełnoletność. Błagam panią. - pochyliłam się nad stołem.
- No dobrze. Nie widziałam jej nigdy ale słyszałam niewiele o tej waszej sytuacji... - westchnęła. - Kiedy byłaś mała opiekowałam się tobą bo twoja mama wyjechała do Indii. Przynajmniej tak wszyscy myśleli. Nie miałam z nią dobrego kontaktu. Byłyśmy koleżankami, kiedy jeszcze chodziłyśmy do szkoły. Ona urodziła twoją siostrę. Po czym urodziłaś się ty. Wtedy tata wyjechał. Matka została z dwójką dzieci i ze świadomością tego że została sama z tym wszystkim. Była przekonana że twój ojciec zginął na tej wojnie... -
- Jakiej wojnie? - przerwałam jej. Jaka wojna? Co do cholery? Tata pracował jako robotnik na budowie. Zarabiał niewielkie pieniądze. Nie był żołnierzem.
- Twój tata był jednym z najbardziej zasłużonych żołnierzy tej armii. Wracając... Postradała zmysły. Chciała się zabić. Twoja babcia nigdy nie powiedziała mi o co chodzi. Ale kazała ratować tylko ciebie aby Georgia nic ci nie zrobiła. Wyjechała niedługo potem razem z maleńkim dzieckiem i jej przyjaciółką Marią Collins. - Maria Collins to matka Emily. Muszę z nią o tym porozmawiać. Albo może lepiej z jej mamą? Na pewno ma jakieś informacje. -Twoja matka wróciła dwa tata potem. Po czym zginęła w wypadku. Nie dziwie się że jej nie pamiętasz. Widziałaś ją będąc małym brzdącem. - podparła się na dłoniach i wstała. - Wybacz, ale muszę wracać do pracy. - powiedziała po czym zginęła w głębi lokalu.
Również wstałam z miejsca i udałam się do domu.
Jakaś rodzina wyciągała wielkie pudła z samochodu koło domu naprzeciw mojego, który do niedawna był na sprzedaż. Podeszłam bliżej domu. Przy skrzynce na listy stał chłopak. Mniej więcej w moim wieku.
- Cześć. Wprowadzacie się? - zapytałam, bujając się na piętach.
- Tak. - westchnął. - Niestety. - dodał przez krzty entuzjazmu. Widzę że pozytywnie się zaczyna...
- Witaj w sąsiedztwie. Jestem Rosie. - przedstawiłam się.
- Luke. - podał mi dłoń. - Tutaj mieszkasz? - wskazał na palcem na starszawy dom mojej cudownej babci.
- Tak. - przytaknęłam. - Skąd jesteś? -
- Los Angeles. - westchnął. - Moi rodzice chcieli się uwolnić od tłumów na ulicach, szumu samochodów w nocy, samoloty, balujący ludzie przechodzący codziennie koło naszego domu. Mieszkaliśmy w centrum miasta. W wieżowcu. Na pierwszym piętrze. Nie wiedziałam że można wyprawiać takie rzeczy po imprezach. -
- Przeprowadziliście się z takiego luksusu do takiej małej wiochy? - nie dowierzałam.
- Tak. Rodzice są fanatykami przyrody, a to miejsce jest wprost idealne. - zaakcentował śmiesznie dwa ostatnie słowa. Zachichotałam.
- Każdy ma swoje upodobania. - westchnęłam, odchodząc.
- Wpadniesz dzisiaj do mnie? - zatrzymały mnie słowa przystojnego czarnowłosego mulata. Zaskoczyła mnie jego propozycja.
- Jeśli tylko wyrobię się z czasem to bardzo chętnie. - posłałam mu szeroki uśmiech i odwróciłam się na pięcie podążając do domu. Na wycieraczce leżała karteczka.
" Razem z Samanthą pojechałyśmy na zakupy. Wrócę późno. Babcia"
Samantha ma 65 lat, tacy ludzie jeszcze mają prawo jazdy? Zabrałam karteczkę i weszłam do domu. Opadłam na fotel w salonie i spojrzałam na zegar. 13:46.
Jeszcze mam dużo czasu, pomyślałam wstając. Automatycznie podążyłam do pokoju babci. Bez zastanowienia.
Otwierałam szuflady jedną po drugiej. Ale jedyne co w nich było to leki, książki.
Podeszłam do półki z książkami. Przesuwałam książkę po książce. Pomiędzy "Duma i Uprzedzenie" i "Romeo i Julia" zauważyłam cieniutką, malutką książeczkę. Paszport. Otworzyłam.
Elizabeth Waters.
Paszport moje mamy.
- Wróciłam! - usłyszałam głos babci.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Prolog.
Ostatni raz sprawdziłam czy drzwi kawiarni są dokładnie zamknięte. Wrzuciłam klucz do torby i ruszyłam w stronę przystanku. Podczas drogi dzielącej mnie do przystanku autobusowego wyjęłam słuchawki założyłam je i włączyłam muzykę.
Relaks.
Tego potrzebowałam po całym dniu pracy w kawiarni babci.
Kawiarnia to było całe życie babci. Spędzała tam całe dnie i wieczory. Musiała zrezygnować przez jej stan zdrowotny, więc biznes pozostał mi. Teraz ja zajmuje się całym interesem.
Zatrzymałam się na przystanku. Wyjęłam bilet z portfela po czym skierowałam się w stronę pojazdu. Wsiadłam do środka. Wsunęłam bilet do kasownika po czym usiadłam. Oparłam głowę o szybę.
Poczułam na sobie czyiś wzrok. Rozglądnęłam się. Autobus był pusty z wyjątkiem starego małżeństwa, którzy wykłócali się o to, jak potoczą się losy wojenne. I mężczyzny w czarnej bluzie na końcu autobusu. To on wlepił we mnie wzrok.
Postanowiłam go olać i zrelaksować. Po chwili bus zatrzymał się. Podniosłam się z miejsca i wyszłam z pojazdu.
Tajemnicza postać wyszła za mną. Skierowałam się w stronę domu. Starałam się nie wyrażać tego jak bardzo się boje. Odwróciłam się. Sylwetka mężczyzny była dobrze zbudowana. Tyle zapamiętałam, bo odwróciłam się na ułamek sekundy. Dotarłam pod dom. Weszłam do środka. Spojrzałam na zewnątrz przez małe okienko w drzwiach. Postać stała z rękami w kieszeni naprzeciw bramki.
- Rosie ? - usłyszałam głos babci. - Musimy porozmawiać. -
Relaks.
Tego potrzebowałam po całym dniu pracy w kawiarni babci.
Kawiarnia to było całe życie babci. Spędzała tam całe dnie i wieczory. Musiała zrezygnować przez jej stan zdrowotny, więc biznes pozostał mi. Teraz ja zajmuje się całym interesem.
Zatrzymałam się na przystanku. Wyjęłam bilet z portfela po czym skierowałam się w stronę pojazdu. Wsiadłam do środka. Wsunęłam bilet do kasownika po czym usiadłam. Oparłam głowę o szybę.
Poczułam na sobie czyiś wzrok. Rozglądnęłam się. Autobus był pusty z wyjątkiem starego małżeństwa, którzy wykłócali się o to, jak potoczą się losy wojenne. I mężczyzny w czarnej bluzie na końcu autobusu. To on wlepił we mnie wzrok.
Postanowiłam go olać i zrelaksować. Po chwili bus zatrzymał się. Podniosłam się z miejsca i wyszłam z pojazdu.
Tajemnicza postać wyszła za mną. Skierowałam się w stronę domu. Starałam się nie wyrażać tego jak bardzo się boje. Odwróciłam się. Sylwetka mężczyzny była dobrze zbudowana. Tyle zapamiętałam, bo odwróciłam się na ułamek sekundy. Dotarłam pod dom. Weszłam do środka. Spojrzałam na zewnątrz przez małe okienko w drzwiach. Postać stała z rękami w kieszeni naprzeciw bramki.
- Rosie ? - usłyszałam głos babci. - Musimy porozmawiać. -
Subskrybuj:
Posty (Atom)